Sezon 2025/2026
Relacje meczowe: 10 Liga
Mecz FC Górka Kazurka z Fuszerką był dla obu zespołów okazją, by odbić się po ostatnich niepowodzeniach i złapać trochę spokoju w ligowej tabeli. Gospodarze chcieli wreszcie przełamać złą serię, natomiast Fuszerka liczyła na cenne punkty. Końcówka spotkania zmieniła jednak wszystko.
Fuszerka szybko objęła prowadzenie. Omyliński najlepiej odnalazł się w polu karnym i dobił piłkę po widowiskowym podaniu piętką od partnera. Chwilę później byliśmy świadkami prawdziwej „rakiety” - Giski huknął z rzutu wolnego prosto w okienko i było już 0:2.
Obie drużyny składnie konstruowały akcje, co było widać szczególnie w ofensywie. Fuszerka częściej atakowała, ale mimo kilku okazji nie potrafiła podwyższyć prowadzenia. Warto dodać, że po obu stronach między słupkami stali nominalni zawodnicy z pola, a sam mecz długo nie obfitował w bramki.
Druga połowa zaczęła się spokojniej, lecz później emocji nie brakowało. Jastrząb wykorzystał ogromne zamieszanie w polu karnym i po dobitce podwyższył wynik na 0:3. Wydawało się, że mecz jest już zamknięty, ale wtedy obudziła się Górka Kazurka. Mazur po indywidualnej akcji zdobył gola, a gospodarze poszli za ciosem. Po złym wyjściu bramkarza gości do dośrodkowania Mazur trafił głową do pustej bramki, mimo że Górka grała akurat w osłabieniu po żółtej kartce.
Nerwowa końcówka zakończyła się dramatycznie dla Fuszerki, która sprokurowała rzut karny. Do piłki podszedł Mazur i skompletował hat-tricka, ustalając wynik spotkania na 3:3.
FC Górka Kazurka wróciła do meczu z bardzo trudnej sytuacji i pokazała charakter, którego wcześniej często jej brakowało. Fuszerka przez długi czas kontrolowała przebieg spotkania, lecz zabrakło jej konsekwencji w defensywie w drugiej połowie.
„Prosimy nie regulować odbiorników, to wydarzyło się naprawdę” - takim humorystycznym wstępem możemy podsumować to, co stało się w meczu Polska Górom z Husarią Mokotów IV. Bezbramkowy wynik w lidze szóstek to coś naprawdę wyjątkowo rzadkiego i w pewnym sensie obie ekipy przeszły do historii Ligi Fanów. Jeśli jednak komuś wydaje się, że w związku z tym w meczu musiało wiać nudą, to spieszymy donieść, że było wręcz przeciwnie. Przede wszystkim spotkały się zespoły o bardzo zbliżonym potencjale i charakterze. Gra skupiała się głównie w środku boiska i obfitowała w mnóstwo twardej, ale uczciwej walki o piłkę, jednak nie zabrakło również sytuacji strzeleckich po obu stronach murawy.
Był to też przysłowiowy mecz bramkarzy. Zarówno Sergiusz Tarasiuk, jak i Kuba Laps nieustannie popisywali się refleksem między słupkami swoich bramek, jednak ten pierwszy momentami wspinał się na absolutne wyżyny golkiperskiego rzemiosła. Husaria była zdecydowanie częściej atakującą drużyną, jednak Sergiusz Tarasiuk bronił tego dnia jak "nawiedzony". W końcówce niemoc gości przeradzała się już powoli we frustrację i napastnicy Husarii ze szczerym niedowierzaniem patrzyli na to, z jakich sytuacji górą wychodził golkiper PG.
Z drugiej strony Kuba Laps również miał swoje momenty - w 18. minucie wybronił przysłowiową „setkę”, a w 43. minucie praktycznie uratował swojej ekipie mecz, bo w sytuacji sam na sam wyciągnął się jak długi i sparował piłkę na rzut rożny. Polska Górom, choć atakowała rzadziej, również miała kilka naprawdę groźnych akcji. Poza wspomnianą sytuacją z 43. minuty była jeszcze kontra z 32. minuty, gdy mając przewagę trzech zawodników na dwóch, ekipa Kuby Korpysza zagrała nie w tempo i cała akcja spaliła na panewce.
Obie drużyny szukały swoich okazji aż do ostatniego gwizdka sędziego i szczególnie w końcówce dało się odczuć narastające napięcie. Mimo to piłka ani razu nie zatrzepotała w siatce, a podział punktów w tym spotkaniu wydaje się najbardziej sprawiedliwym wynikiem.
Walczący o podium 10. ligi Gawulon mierzył się z zespołem Wczorajszych. Spotkanie miało wyraźnego faworyta w postaci gospodarzy, jednak goście nie zamierzali się poddawać i ostatecznie byli bardzo blisko sprawienia niespodzianki.
Pierwsza część spotkania należała właśnie do zespołu w czarnych koszulkach. Choć ich przewaga w samej grze nie była aż tak wyraźna, zdecydowanie lepiej radzili sobie pod bramką rywali. Trzy zdobyte gole, przy zaledwie jednej odpowiedzi przeciwnika, były efektem ciężkiej pracy, szczególnie w defensywie, oraz skutecznego wyprowadzania szybkich ataków i budowania akcji.
Druga połowa należała już jednak do zespołu Jarosława Czeredysa. Gawulon musiał rzucić się do odrabiania strat i zdecydowanie poprawić skuteczność pod bramką przeciwnika. Ta sztuka im się udała, lecz zespół Wczorajszych, dyrygowany tego dnia przez Krystiana Łącznego, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Najpierw Łączny świetnie obsłużył lepiej ustawionego kolegę z drużyny, a chwilę później sam po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Gawulon walczył jednak do samego końca i w końcówce spotkania zdołał doprowadzić do wyrównania. Właśnie wtedy sędzia zakończył mecz ostatnim gwizdkiem.
Gospodarze po raz kolejny pogubili punkty, które w ich głowach zapewne były obowiązkiem. Z kolei goście zdobyli bardzo cenne oczko, które na ten moment pozwala im wydostać się ze strefy spadkowej i daje nadzieję w walce o utrzymanie do końca sezonu.
Spotkanie w 10. lidze było bardzo ofensywne i od pierwszych minut stało pod znakiem otwartej gry z obu stron. Tempo było wysokie, a drużyny nie skupiały się przesadnie na defensywie, przez co kibice oglądali mnóstwo sytuacji bramkowych i dynamicznych akcji. Już pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 5:3, co zapowiadało dalszą wymianę ciosów po przerwie.
Trzeba jednak zaznaczyć, że Bulbez Team Bemowo przystąpił do meczu bez nominalnego bramkarza, co mocno utrudniało rywalizację z ofensywnie nastawionym przeciwnikiem. Mimo to goście przez długi czas starali się utrzymywać kontakt wynikowy i jak na takie okoliczności końcowy rezultat można uznać za całkiem przyzwoity.
Po stronie FC Depserados było wyraźnie widać ogromną chęć poprawienia indywidualnych statystyk ofensywnych. Gospodarze często szukali bezpośrednich rozwiązań i grali bardzo odważnie w ataku. Ciężar gry praktycznie przez całe spotkanie brał na siebie duet Nikodem Kucharski – Jan Szcześniak, który napędzał niemal każdą akcję ofensywną. Nikodem Kucharski zdobył 3 bramki i zanotował 3 asysty, imponując aktywnością i ciągłym szukaniem gry. Jeszcze lepsze liczby wykręcił jego kolega, autor aż 6 goli i 3 asyst. Był niezwykle skuteczny pod bramką rywali, dobrze odnajdywał się w grze ofensywnej i praktycznie przez cały mecz stanowił największe zagrożenie dla defensywy gości.
W Bulbez Team Bemowo najbardziej wyróżniał się Rafał Dobrosz, który próbował utrzymywać swój zespół w grze. Zdobył 4 bramki i zanotował 2 asysty, wielokrotnie biorąc odpowiedzialność za ofensywę i starając się gonić wynik.
Ostatecznie w starciu młodego, ofensywnie nastawionego zespołu gospodarzy z bardziej doświadczoną ekipą gości lepsi okazali się FC Depserados, wygrywając 12:7 po bardzo widowiskowym meczu.
Lider 10. ligi, czyli Grajki i Kopacze, podejmował zespół FC Po Nalewce. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem faworyt do zdobycia trzech punktów był bardzo wyraźny, choć można było liczyć na to, że goście postawią się tego dnia i może nawet sprawią niespodziankę.
Tak się jednak nie stało, bo już od pierwszych minut spotkania widoczna była wyraźna przewaga gospodarzy. W tym meczu wychodziło im praktycznie wszystko. Po dwóch golach wyróżniających się Kustova i Nieszporka gospodarze wyszli na bezpieczne prowadzenie, a ich szczelna defensywa nie pozwalała rywalom na zbyt wiele. Prawdę mówiąc, gdyby nie pechowa sytuacja z drugiej połowy, kiedy Artur Kustov skierował piłkę do własnej bramki, być może oglądalibyśmy kolejne tego dnia spotkanie zakończone czystym kontem jednej z drużyn.
Zespół gospodarzy kompletnie nie przejął się jednak straconą bramką i bez najmniejszych hamulców jeszcze mocniej nacierał na pole karne przeciwników. Ostatecznie Grajki i Kopacze zdobyli aż dwanaście bramek. Po stronie gości, poza wspomnianym samobójem, na listę strzelców wpisał się jeszcze Łukasz Gaba, który popisał się sprytnym strzałem po ziemi przy bliższym słupku.
Lider dopisał po tym meczu kolejne trzy punkty i jak na razie pewnie zmierza po mistrzostwo ligi. Waleczni goście, którzy do ostatnich minut próbowali odrabiać straty, będą natomiast musieli szukać punktów w kolejnych spotkaniach, ponieważ po tej kolejce znaleźli się w strefie spadkowej, co z pewnością jest dla nich dużym rozczarowaniem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)